mussic

menu

środa, 6 lipca 2016

Rozdział 06 ~ Napaść

 
- Witamy naszą gwiazdę - słyszę, kiedy podchodzę do Blanci
- Po Twojej wypowiedzi zakładam, że już wszyscy w firmie wiedzą o mojej akcji - stwierdzam zrezygnowana
- Po awanturze Alexa z ojcem trudno było nie wiedzieć
- Awanturze ? - pytam próbując wyciągnąć coś z recepcjonistki. Nie muszę się za bardzo trudzić. Widzę, że sama marzy, aby o wszystkim mi opowiedzieć
- Przyszedł tu i wstawił się za Tobą, że nie może Cię tak traktować - mówi, a ja uśmiecham się pod nosem. Po raz pierwszy zauważam, że Hudson ma jakieś zalety.
- Cześć - podchodzi do recepcji zwracając na siebie naszą uwagę
- Cześć bohaterze - mówi pospiesznie blondynka szczerząc się do Alexa. Zaledwie po paru sekundach są tak pochłonięci rozmową, że nawet nie zauważają jak odchodzę. Nie wierzę. Kolejna idiotka traci głowę dla tego pajaca.
* * *
Przy każdej jeździe autobusem coraz bardziej umacniam się w postawieniu, iż muszę zrobić prawo jazdy. To dość zabawne, zwykle prawnicy kojarzą się z górą pieniędzy, wypasionymi samochodami tym czasem ja jeżdżę do pracy autobusem. Kiedy widzę odpowiedni przystanek wysiadam. Do domu zostało mi dziesięć minut drogi piechotą i aby umilić sobie ten czas wybieram trasę przez park. O tej porze zwykle nikogo tu nie ma. Pogrążam się we własnych myślach, ale po chwili czuję jak ktoś łapię mnie za ramię i zaczyna szarpać. Jestem pewna, że za chwilę oberwę, kiedy pojawia się ktoś kto go odciąga. Przez ułamek sekundy obserwuję przepychankę mężczyzn, a po chwili jeden z nich ucieka. Dopiero teraz zauważam, że moim zbawicielem okazał się Alex. Jestem na tyle roztrzęsiona, że nawet nie pytam skąd się wziął i po prostu wtulam się w jego tors
- Nic Ci nie jest ? - pyta, a ja tylko zaprzeczam ruchem głowy - Chodź, odwiozę Cię do domu

- Nie wiesz czy ktoś mógł napaść na Ciebie specjalnie ? - pyta, kiedy podaję mu kubek z herbatą. Tak, jestem prawie pewna kto to, ale nie chcę się tym dzielić z szatynem. Z nim, ani z nikim więcej. - Nie - odpowiadam pospiesznie wbijając wzrok w podłogę - Umówiłeś się z Blancą ? - zmieniam temat
- A obchodzi Cię to ? - odpowiada z uśmiechem
- Niewiele - mówię zgodnie z prawdą - ale to bardzo fajna dziewczyna, postaraj się - Przez chwilę jeszcze rozmawiamy o Blance, dzięki czemu skutecznie udaje mi się zboczyć z tematu napaści, przerywa nam dzwonek do drzwi. I co robię ? Rzucam się w objęcia Alexa z przerażenia, że to być może Ci sami ludzie znaleźli mój adres
- Lucy, co się dzieje ? - szepcze zdezorientowany, ale ignoruję jego pytanie i nic nie odpowiadam. Słyszę jak drzwi się otwierają i jeszcze mocniej wtulam się w Hudsona.
- To ja ! - słyszę głos Emmy i wzdycham z ulgą. Kiedy orientuję się, że nadal siedzę na kolanach syna mojego szefa szybko się od niego odrywam zajmując miejsce na przeciwko
- Nie wiedziałam, że mamy gościa - mówi brunetka, kiedy wchodzi do salonu
- Tak, ale Alex właśnie wychodzi - odpowiadam dając mu do zrozumienia,  aby sobie poszedł

- Porozmawiamy ? - pyta, kiedy jesteśmy już same. Przez chwilę milczę bezmyślnie skacząc po kanałach - Lucy !
- Słucham Cię
- Możesz mi powiedzieć czy to był syn Twojego szefa ? - mówi siadając obok mnie z miną czekam na gorące ploteczki. Nie  tym razem.
- Tak, a co ? - odpowiadam obojętnie
- Jeszcze trochę,a wygrasz nasz zakład - mówi pewna siebie. Marszczę brwi i próbuję zrozumieć o czym do mnie mówi. Po chwili przypomina sobie naszą kretyńską rozmowę.
- Przestań szukać mi faceta !
- Lucy, przecież wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Masz 25 lat i miałaś tylko jednego faceta w swoim życiu. On już nie wróci, a ty w końcu komuś zaufaj. Za tydzień wyprowadzam się do Toma - mówi jeszcze po czym wychodzi zostawiając mnie z bijącymi się myślami. Ma rację, ciężko to przyznać, ale tak jest. Niestety wiem też, że Hudson nie jest dobrym materiałem na faceta. Może po prostu lepiej ograniczyć nasze kontakty?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz